Szymon Mutwicki był kierowcą podczas misji w Iraku i Afganistanie. Po jednej z zasadzek wrócił do kraju, ale długo nie potrafił wrócić do dawnego życia. Bezsenność, koszmary, napięcie i alkohol stopniowo odbierały mu spokój. Dopiero rozpoznanie PTSD rozpoczęło właściwe leczenie.
Najpierw Irak, później Afganistan
W 2004 roku Szymon wyjechał na misję do Iraku. Trzy lata później trafił do Afganistanu. W obu miejscach pełnił funkcję kierowcy. Jak wielu żołnierzy chciał sprawdzić się w warunkach, do których przygotowywał się podczas szkolenia. Najtrudniejsze doświadczenie przyszło podczas patrolu w sierpniu 2007 roku.
Kolumna polskich i afgańskich żołnierzy została ostrzelana. W zasadzce zginął podporucznik Łukasz Kurowski. Szymon po raz pierwszy tak bezpośrednio zetknął się ze śmiercią kolegi. Mimo tego zdecydował się pozostać w Afganistanie do końca zmiany. Po latach oceniał, że ta decyzja miała dla niego poważne konsekwencje.
Po powrocie wszystko miało być jak wcześniej
W kraju nie było już ostrzału ani wyjazdów na patrol. Organizm nadal jednak zachowywał się tak, jakby zagrożenie mogło pojawić się w każdej chwili. Szymon stał się nerwowy i łatwo wpadał w złość. Nie mógł spać, a kiedy zasypiał, wracały koszmary. Bliscy zauważyli, że się zmienił. Koledzy również mówili mu, że coś jest nie tak.
Próbował odsuwać od siebie strach za pomocą alkoholu. To nie usuwało problemu. Dawało krótką przerwę, po której napięcie i wspomnienia wracały. Ostatecznie zgłosił się do lekarza. Usłyszał diagnozę zespołu stresu pourazowego.
PTSD nie zawsze widać od razu. Człowiek może wykonywać codzienne obowiązki, a jednocześnie pozostawać w stanie ciągłego alarmu.
Ponad rok leczenia
Szymon trafił do Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego Wojskowego Instytutu Medycznego. Leczenie trwało ponad rok. Uczył się tam mówić o emocjach i doświadczeniach, które wcześniej próbował zamknąć w sobie. Nie chodziło o wymazanie pamięci. Chodziło o to, aby wspomnienia przestały kierować każdą reakcją.
W jego historii nie ma prostego momentu, po którym wszystko nagle wraca do normy. Jest natomiast proces. Rozpoznanie problemu, specjalistyczna pomoc i stopniowe uczenie się życia z tym, czego nie da się zapomnieć.
Zdjęcia, które pozwoliły opowiedzieć o misji
Podczas służby Szymon wykonał ponad osiem tysięcy fotografii. Utrwalał działania wojska, krajobrazy i ludzi, których spotkał. Z czasem zdjęcia stały się podstawą wystaw i spotkań z publicznością. Szczególne miejsce zajęły fotografie afgańskich dzieci.
Opowiadanie o zdjęciach pozwoliło mu mówić także o własnym doświadczeniu wojny i PTSD. Zamiast ukrywać diagnozę, zaczął dzielić się tym, jak wyglądały objawy i leczenie. Dzięki temu jego historia dociera również do osób, które mogą rozpoznawać podobne reakcje u siebie.
Rana bez opatrunku
W służbie łatwo zaakceptować uraz, który można zobaczyć na zdjęciu rentgenowskim albo zabezpieczyć opatrunkiem. Znacznie trudniej uznać ranę, której nie widać. Historia Szymona przypomina, że brak widocznych obrażeń nie oznacza braku konsekwencji.
Bezsenność, drażliwość, koszmary, unikanie i sięganie po alkohol nie muszą być charakterem ani ceną, którą trzeba po prostu zapłacić za służbę. Mogą być sygnałem, że układ nerwowy nadal reaguje na dawne zagrożenie. Z takim problemem można zgłosić się po pomoc.
Najczęstsze pytania
Jak PTSD objawiało się u Szymona Mutwickiego?
Po powrocie z misji pojawiły się bezsenność, koszmary, napięcie, drażliwość i sięganie po alkohol. Objawy stopniowo utrudniały mu codzienne funkcjonowanie.
Gdzie leczył się Szymon Mutwicki?
Trafił do Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego Wojskowego Instytutu Medycznego. Leczenie trwało ponad rok.
Czy PTSD zawsze widać od razu?
Nie. Człowiek może wykonywać obowiązki, a jednocześnie pozostawać w stanie ciągłego napięcia i alarmu.
Źródła wykorzystane do opracowania artykułu
- Polska Zbrojna, „Weterani wracają z misji z ranami, których nie widać”
- Polskie Radio 24, rozmowa z Szymonem Mutwickim
- Kwartalnik Bellona, studium przypadku weterana z PTSD
Jeśli po trudnym zdarzeniu nie śpisz, stale obserwujesz otoczenie, reagujesz silniej niż wcześniej lub próbujesz wyciszać się alkoholem, warto porozmawiać ze specjalistą. Nie trzeba czekać, aż objawy zniszczą pracę i relacje.

